Archiwa kategorii: Bez kategorii

Lawa

Jestem jak ta lawa co uśpiona nie zasypia nigdy. Moja codzienność to zasypia, to ożywa. Żyję i chcę żyć. Ale nie odpoczywam nigdy. Chowam się przed ludźmi. Zamykam się w kokonie wulkanu i nie wpuszczam nikogo…tylko jak ta lawa wypływam czasem strumieniem by zgasnąć zmęczona.
Gorąco kocham. Mój wulkan moją twierdzą.
Spływając po stokach – praca, znajomi, inni …gasnę by odrodzić się we wnętrzu siebie.
Jestem, szukam dróg, żyję ale jednocześnie moja droga oznacza wypalenie…
Jestem jak ta lawa co nie wygasa. Jestem jak ta lawa co jednak gaśnie.

Lewitacja

Zmiana czyni zmianę….Zmieniła się moja żałoba ale nie zmieniła się moja miłość do Oleńki. Nie czuję w sobie już tego strasznego pragnienia by dopaść do jej grobu i płakać….płakać.
W połowie dnia nie wsiadam do auta i nie pędzę jak nawiedzona na cmentarz by utulić ją w myślach. Coś się zmieniło.
Czas.
Nadal muszę bardzo często ją odwiedzać ale czuję ją blisko niezależnie od tego czy jestem przy jej grobie czy nie. Czuję ją w uścisku syna, muśnięciach wiatru na twarzy w spiekocie lata.
Czasem są dni kiedy jej nie czuję. Mam wtedy wyrzuty sumienia. Wiem, że niepotrzebne. Żyję i życie ma swoje prawa, obowiązki…A są chwile, kiedy boli. Tak boli, że zginam się w pół bo czuję fizyczny ból.
I tak mi żal. Żal mojego ukochanego życia, które mogło rozkwitać przy nas, pięknieć i kochać. Żal momentów które mogły się wydarzyć. Żal że takie kochane dziecko, moje dziecko …musiało umrzeć.
Żyję ale inaczej.

Pytania

Znienacka padają pytania…

„Mamo jeżeli Pan Bóg potrzebował aniołków, dlaczego zabrał właśnie Oleńkę”
Nigdy nie mówiłam mu, że Pan Bóg potrzebował Oleńki jako aniołka.

Podczas odrabiania lekcji:
„Mamo ciekawe co teraz robi Oleńka”

I dziwna sprawa ale po tym pytaniu poczułam niezawisłą pewność, że gdzieś jest i coś robi.
Taka samą pewność jak w tej chwili w której umierała i poczułam, że odeszła.

Obecność

Jest obecna, w każdej minucie, dniu, godzinie…

Dziś zadzwoniła do mnie koleżanka.

Jak mówi nie wie dlaczego, dzwoniła do innej Izy…pomyłka?

Tak bym pomyślała ale…ostatnio  zadzwoniła do mnie równo dwa lata temu w dniu w którym Oleńka wyszła na sale ogólną z OIOMU.

To pamiętam doskonale. Ten sam dzień. Inna rzeczywistość. Miłość ta sama.

Jestem pewna, ze dziś moje dziecko pokierowało dłonią Eli:)

 

Może wymyślam….może…a może jednak to był  znak od Oleńki:)

I tak…jak się domyślacie siedzę w pracy i łzy płyną…wraca – pamięć wraca okresami, błyskawicami, sztyletami….

Wróciłam dziś do tamtego czasu i emocji – wszystko To we mnie żyje. Jest tuż za rogiem…

Boli

Dziś dzień w którym wieźliśmy ją z tatą w jej ostatnią podróż. Podróż po śmierć. Nie mogę tego nadal ogarnąć. Nie rozumiem, nie akceptuję.Wiem, ze się wydarzyło ale nic ponadto.
Dwa dni później już jej nie było.
Dokładnie poczułam ten moment kiedy odeszła. Byłam oddzielona ścianą kiedy reanimowali moją córeczkę. Poczułam i powiedziałam do męża….Oleńki już nie ma.
Trzy sekundy później otworzyły się drzwi …ja wiedziałam co lekarz powie.
To niewyobrażalne i nie wierzyłam. Ale ja wiem, że to możliwe. Matka czuje czy dziecko żyje. Ja czułam, ze odeszła.
Kocham nadal niewyobrażalnie.
Płakać będę już zawsze.

Pomiędzy…

Spotkałam na cmentarzu moją ponad 80-cio letnią ciocię. Rozmawiałyśmy o śmierci. Mało brakowało jak po jej uwadze „Powinnam być już po drugiej stronie” nie poprosiłam jej, by jak tam już tam będzie odnalazła moją Oleńkę i by powiedziała jej, że bardzo ją kocham! Prawie nie zapytałam jej o to tonem oczywistym…takim jak się pyta „Kupi mi ciocia jutro chleb”…
A może właśnie tak jest…płynność której my nie widzimy….

Szuflady

Oleńki szuflady nadal są pełne jej rzeczy. Trwają czekając na jej powrót.
Wczoraj miałam przymiarkę do tego by je uporządkować.
Ale nie byłam nawet w stanie jechać po specjalne pudła w które je spakuję.
Powiedziałam mężowi o moich zamiarach…ale ani on ani ja nie chcemy się za to zabrać.

A przecież Ona nie wróci…
Myślałam, że jestem gotowa.
Chyba jednak przeceniłam znów swoje siły.

Czekanie

Nie pisałam. Nie mogłam odszukać słów, które opisywałyby moje uczucia.
Miałam biopsję guzków tarczycy.
Dziś wyniki.
Nie wykazały komórek rakowych.
Tydzień oczekiwania na wynik to katorga.
Człowiek żyje w tymczasowości.
Od wyników uzależniłam wiele decyzji.
Między innymi i tą o podjęciu studiów podyplomowych.
Nie wiem czy zdążę jeszcze złożyć podanie ale wiem, że spróbuję.
Chcę się rozwijać, chcę ŻYĆ!
Czuję tymczasową ulgę…

Miłość

Koleżanka powiedziała ” Twój mąż nazwał swój tomik Twoim imieniem – musi Cię bardzo kochać”
Coś jej tam odpowiedziałam o latach spędzonych razem.
Ale potem nastąpiła refleksja – dlaczego po prostu nie potwierdziłam. Jestem przecież tak świadoma miłości. Dlaczego nie krzyczę o tym światu?
Chyba jest w nas coś takiego jak strach przed zaklinaniem – jak coś powiem to to się na pewno zepsuje.
A trzeba było po prostu potwierdzić.
Dlaczego boimy się mówić o uczuciach ludziom?
Czego się boimy?
Może tego, że nas wyśmieją że podlegamy tak staromodnym uczuciom jakim jest miłość…
A może nam wstyd, że na świecie tyle nieszczęść a myśmy szczęśliwi?

Następnym razem po prostu potwierdzę – tak jestem szczęśliwa ze swoim mężem a On ze mną.